„Jeśli jedno psie życie nie ma znaczenia, to żadne nie ma.”

Współczesny człowiek odwrażliwił się już na krzywdę: wszystkie media są przepełnione wołaniem o pomoc. W tym zbiorowym krzyku trudno usłyszeć nas – fundację młodą, choć tworzoną przez osoby z kilkuletnim stażem w ratowaniu zwierząt. Mimo to nie przestajemy walczyć o każdy grosz – bo nie zostało nam nic innego, bo nie możemy zamknąć oczu, przejść obojętnie wobec cierpienia.

Nie mamy medialnych patronów, nie rozreklamują nas celebryci. Za to z dumą i podniesionymi głowami możemy pochwalić się tym, co niewiele fundacji może o sobie powiedzieć – nie zarabiamy na naszej działalności. Absolutnie każda osoba zaangażowana w naszą działalność, od prezesa po chętnych udzielających doraźnej pomocy – jest wolontariuszem. Ani jeden grosz nie ginie w naszych rozliczeniach: wszystko dostają tylko i wyłącznie zwierzaki.

Brzmi pięknie? Niestety trudno mówić o sielance, kiedy zdani sami na siebie, musimy często z własnych kieszeni dokładać do naszych zwierzaków. A tych przybywa, bo nie potrafimy jak inni powiedzieć „za stary, będzie dużo kosztował”, „za mało poobijany, nie przyciągnie uwagi”, „nie w typie rasy, nie znajdzie szybko domu”. Często zwracamy się do innych fundacji o pomoc i często dostajemy takie odpowiedzi… Ale psie serce nie rozumie ekonomii i marketingu, niezależnie od wszystkiego chce tylko ciepła i bezpieczeństwa. To człowiek wymyślił rasowe podziały – psy między sobą nie czują się lepsze lub gorsze ze względu na wygląd. Często nasze kundelki mieszkają w hotelikach miesiącami, zanim znajdzie się dla nich dom. Zaś o niewidomą sunię shih-tzu, która była pod naszą opieką, toczyły się wręcz internetowe wojny. „Biorę bez zastanowienia!” – napisała do nas jedna osoba…

My kochamy wszystkie psiaki – duże i małe, zdrowe i schorowane, rasowe i kundelki. Może jesteśmy naiwni, bo przyjmujemy pod swoją opiekę również te, które domów raczej nigdy nie znajdą – kalekie, chore, stare, agresywne, nadpobudliwe… Mimo to nie poddajemy się w walce o ich dobry los. Po pracy, zamiast cieszyć się życiem czy choćby poświęcić czas rodzinom – robimy ogłoszenia, organizujemy bazarki, chodzimy na wizyty przedadopcyjne.

Nasze życie jest prowadzone pod dyktando miłości do psów. Miłości bezwzględnej i bezinteresownej. Wśród wielu wołań o pomoc jesteśmy i my – Fundacja Dom Dla Kundelka. 

I nie wstydzimy się prosić o pomoc – bo ani złotówki nie weźmiemy dla siebie.